Czas idiotów
Autor:
Grzesiek 'SethBahl' AdachRedakcja: Aleksandra 'Jade Elenne' Wierzchowska

Jest w gwiezdnowojennym merchandisingu kilka kwestii, których chyba nigdy nie uda mi się zrozumieć. Nie mogę pojąć na przykład, jakim cudem słaba
Empire w ogóle się sprzedawała. Seria, której dobre komiksy można policzyć na palcach jednej ręki; seria, której mimo osadzenia w bardzo lubianym okresie nie udało się do tej pory wyprodukować w zasadzie nic odkrywczego; wreszcie seria, która odpowiada na świetny
Armor i bardzo dobre
Dreadnaughts of Rendili z równoległej
Republic czymś takim jak
Idiot's Array...
Oczekując na oddanie nowej bazy do użytku, Rebelianci wciąż ukrywają się przed Imperium, podróżując po całej galaktyce. Jednak, jak każda większa organizacja militarna, czasem potrzebują zapasów i części. Tym razem padło na Hana Solo, któremu przyszło polecieć na odległą asteroidę, by zrobić zakupy. Niestety, po dotarciu na miejsce przemytnik nie potrafi oprzeć się nałogowi hazardu, a to, jak wiadomo, prowadzi do kłopotów.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Jak łatwo odgadnąć z tonu, w jakim utrzymany został wstęp do tej recenzji – nie podobało mi się. Ostatnią miniserią
Empire, do jakiej rękę przyłożył Ron Marz była cienka jak Polsilver
A Little Piece of Home. Cienka głównie z uwagi na marny scenariusz, zaznaczmy. Tym razem nie jest inaczej. Sam pomysł na historię nie jest specjalnie odkrywczy, nie jest też jednak bezwzględnie zły; to jednak, jak została ona poprowadzona, woła o pomstę do nieba. Zazwyczaj przebiegły przemytnik Han Solo wyjawia bez namysłu pierwszej spotkanej znajomej – Sheel Odali – po co i dlaczego przyjeżdża na stację, co natychmiast w oczach "przyjaciółki" wydaje jego mocodawców. Natomiast szczyt naiwności komiks osiąga w momencie, gdy Sheel wyjawia swój występek Chewbaccy, który radośnie wyrusza z dziewczyną na odsiecz kompanowi, mimo iż w
Imperium kontratakuje mało co nie zamordował Landa Calrissiana za podobną "przysługę" wobec Hana. Do kompletnie nieprzemyślanych postaci dołącza potworna schematyczność fabuły, którą od momentu pojawienia się na scenie Sheel Odali można w zasadzie w całości przewidzieć. Niewiele lepiej sprawy mają się z dialogami, gdzie również nie brakuje oklepanych do bólu kwestii.
Warstwą graficzną
Idiot's Array zajęło się dwóch rysowników. W pierwszym zeszycie "podziwiać" możemy problemy Jeffa Johnsona z rysowaniem zbliżeń na twarze postaci. W przypadku szerszych kadrów, grupujących kilkoro bohaterów, rysunki cierpią z braku szczegółów, jednak prezentują się nie najgorzej, czego nie można powiedzieć o wspomnianych zbliżeniach, kiedy to twarze (zwłaszcza ludzkie) "rozjeżdżają się" we wszystkich kierunkach. Świetnie za to Johnsonowi wychodzi wszystko, co nieożywione. Zeszyt drugi, gdzie króluje kreska Joe Corroneya, to zupełnie inna bajka. Kolejne panele są przemyślane, a postaci dopracowane, choć nie da się ukryć, iż przydałoby się im nieco więcej ekspresji. Ciekawostką jest, że Corroney pozwolił sobie użyć kilku kadrów i póz postaci niemal żywcem wyjętych z
Nowej nadziei lub promujących ją fotosów, a to przywoła uśmiech na twarz niejednego fana.
Podsumowując –
Empire dalej w kryzysie.
Idiot's Array wysyła dość klarowną wiadomość, że w tym punkcie serii scenarzyści nie posiadają pomysłów, które mogłyby choć umożliwić porównanie z odpowiednimi tytułami
Republic.
Tytuł: Empire #24-25. Idiot's Array
Scenariusz: Ron Marz
Rysunki: Jeff Johnson, Joe Corroney
Kolory: Michael Atiyeh
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania oryginału: 2004
Okładka: miękka
Druk: kolorowy
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...