Autor:
JacksonRedakcja: Grzesiek 'SethBahl' Adach

Z produkcją
sequela Spirits of the Force raczej się nikt nie śpieszył, ale to chyba dobrze, bo pośpiech nigdy nie wpływał zbawiennie na tego typu projekty. A trzeba przyznać, że ekipa Cransona czas, jakim dysponowała wykorzystała doskonale – niemal każdy element filmu został usprawniony w stosunku do świetnego poprzednika.
Ponownie mamy okazję śledzić losy Kyle'a Katarna, tym razem z Jan Ors u boku. Kilka dni po tragicznych wydarzeniach z
SotF siły Republiki przechwytują nagranie, z którego wynika, że ktoś próbuje zakończyć nietrwały pokój między planetami On'dos i Cod'os, które przez wiele lat toczyły zacięte walki. Podejrzenie pada na Jonosa, niegdysiejszego handlarza bronią, z którym Kyle i Jan mieli już do czynienia.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Największą zmianą w stosunku do części pierwszej jest kompletnie inna formuła. Zamiast konfliktu z Ciemną Stroną i mistycznych dziwów, scenariusz
Fool's Errand oferuje widzowi polityczne machinacje. Sprawnie napisane dialogi, ciekawa intryga, charakterystyczne dla tego uniwersum postacie i mocne osadzenie w gwiezdnowojennych realiach sprawiają, że przedstawiona historia mogłaby być podstawą dla kolejnej książki z serii.
Film nakręcono ze znacznie większym rozmachem niż poprzednika. Pojawia się więcej wątków (w tym poboczne!) i postaci. Zwolniono trochę tempo opowieści, dzięki czemu pojawia się m.in. świetna scena w kantynie wypełnionej przedstawicielami różnych ras (Gungan niestety brak) oraz nawiązanie do
Clone Wars.
Zasadniczych postępów dokonano na polu montażowym i narracyjnym. Krótko mówiąc film nie jest tak chaotyczny, jak pierwsza część. Znacznie lepiej radzą sobie aktorzy, tym razem nie rażąc sztucznością.
Trzeba wspomnieć też o efektach specjalnych. Te już w
SotF SE były świetne, ale dopiero teraz ich autorzy w pełni rozpostarli skrzydła. Biorąc pod uwagę, że jest to film amatorski, interakcja z komputerowymi dodatkami jest imponująca. Na widok sceny, w której Kit odpiera ataki zadawane istniejącym tylko wirtualnie lewitującym mieczem, po prostu opada szczęka.
Joel pokazał, że Kyle Katarn to postać, która do pojawienia się nie potrzebuje bezsensownego mnożenia Dark Jedi (
vide idiotyczna fabuła
Jedi Academy). Przed nami jeszcze jedna, kulminacyjna część trylogii.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...