Autor:
Grzesiek 'SethBahl' AdachRedakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Pierwszy sezon
Wojen klonów dość ciężko poddać jest sumarycznej ocenie, głównie z uwagi na zróżnicowany poziom poszczególnych odcinków oraz ich niejednorodny klimat. Część epizodów wypadła zdecydowanie poniżej oczekiwań, kilka z nich jednak łatwo przykuło uwagę czytelników; zarówno klimatem klasycznych
Gwiezdnych wojen, jak i ilością akcji, oryginalnością, czy też samym efekciarstwem. Szczęśliwie się złożyło, że odcinki, które pracownicy George'a Lucasa postanowili przełożyć na język pisany i umieścić w publikacji wydanej w naszym kraju pt.
Grievous atakuje!, należą do drugiej z wcześniej wspomnianych grup.
Epizod zatytułowany
Żółtodzioby był drugim w kolejności mocnym punktem pierwszego sezonu. Rycerze Jedi są traktowani we wszelkiej maści starwarsowych produktach jako element obowiązkowy, co resztą znajduje bardzo dobre odzwierciedlenie także w filmowej twórczości fanów. Jednak dla wszystkich tym znudzonych wyłamanie się z tego schematu będzie jedną z największych zalet
Żółtodziobów, opowiadających o starciu grupy niedoświadczonych klonów z komandosami Separatystów. Uważam wybór takiej opowiastki do książki dla dzieci za równie istotny, jako że do najważniejszych cech uniwersum
Star Wars jest jego różnorodność. Nie chodzi to jedynie o liczbę obcych ras i planet, a także o rozliczne typy historii jakie możemy opowiedzieć. W interesie wszystkich wydaje się przyzwyczajanie młodego fana do braku monotonii w tym co czyta i ogląda – jeśli autorzy opowiadają o postaciach żyjących w czasach konfliktu, niech pokazują ów konflikt w wielu aspektach, nie ograniczając go do sparingów na miecze świetlne. Tym bardziej jeśli historia okraszona jest niezłymi dialogami, humorem i osadzona w karuzeli akcji. Za adaptację
Żółtodziobów odpowiedzialna była Veronica Wasserman i nie zauważyłem, by jej tekst odbiegał znacząco od tego, co widzieliśmy na Cartoon Network. Opowiadanie czyta się lekko i nawet młodsi fani nie powinni mieć z nim problemów.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Najwięcej miejsca w
Grievous atakuje! zajmuje część zatytułowana
Zaginiony droid; nic w tym jednak dziwnego, gdyż opisana jest tam treść dwóch odcinków
Wojen klonów –
Downfall of a Droid i
Duel of the Droids. Rozchodzi się w nich o małego astromecha R2-D2, który zaginął po nieudanej szarży Anakina Skywalkera w jednej z bitew. Nikt by się utratą astromecha specjalnie nie przejął, jako że droidy stanowią przynajmniej połowę ofiar toczącego się konfliktu, gdyby nie fakt, że prywatny robot Skywalkera posiada w swych bankach pamięci bogaty zestaw lokalizacji i danych na temat baz i technologii używanych przez Republikę. Ogólnie rzecz biorąc – materiałów, na których swoje sztuczne ręce chętnie położyłby generał Grievous. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Anakin i jego padawanka Ahsoka Tano dostają nowego robota – R3-S6 – by towarzyszył im w poszukiwaniach Artoo. R3 zdaje się być tak niedoświadczony na polu bitwy, że stanowi dla Jedi rodzaj ruchomej szykany w wyścigu po dane z banków pamięci R2-D2; przez dłuższy czas jest to dość irytujące, jednak z czasem kolejne elementy układanki wpadają na swoje miejsce i ostatecznie okazuje się, że po drodze wystąpiło kilka o niebo bardziej drażniących elementów. Młodsi czytelnicy (oraz słuchacze) zwrócą jednak raczej uwagę na dynamizm akcji, którego nie brakuje, i jakże emocjonującą finałową konfrontację dwóch droidów Anakina Skywalkera. W przeciwieństwie do
Żółtodziobów,
Zaginiony droid sporo traci ściągnięty z telewizyjnego ekranu na książkowe karty i brnie się przez opowiadanie dłużej i z większym trudem, niż przez telewizyjny epizod.
Ostatni z opisanych w
Grievous atakuje! mówi o publikacji najwięcej. Tytuł historii –
Pieczara Grievousa – mówi w zasadzie wszystko o jej treści. Kit Fisto i jego były uczeń Nahdar Vebb w okolicznościach znanych widzom telewizyjnego serialu odkrywają jego tajną bazę, której zaskoczony generał Separatystów zmuszony jest bronić. Wątkiem przewodnim opowieści jest konfrontacja młodości z doświadczeniem i kwestia rzucania tejże młodości na głęboką, jak się okazuje czasami zbyt głęboką, wodę. Z relacji pomiędzy dwojgiem Jedi penetrujących pieczarę Grievousa dowiadujemy się, że wiedza nie koniecznie musi prowadzić do mądrości, zamiast niej prowadząc do arogancji. Żeby jednak podjąć ten temat w rozmowie z dzieckiem trzeba je najpierw zainteresować, a z tym trzecia część
Grievous atakuje! może mieć problemy. Przy lekturze
Pieczary Grievousa pytanie "Tylko po co przepisywać telewizyjny serial akcji na papier?" nasuwa się najintensywniej. Od samego początku podchodziłem do tego pomysłu z rezerwą i ostatecznie sceptycyzm ów okazał się uzasadniony. Nie ma siły na tym świecie, która pozwoliłaby opowieści osiągnąć na papierze ten sam efekt co na ekranie, jeśli z myślą o pokazaniu w telewizji była konstruowana.
Robowi Valois nie udało się niestety odpowiednio oddać mroku i klimatu otoczenia, jaki widzieliśmy w odcinku, jednak w mniejszym lub większym stopniu problem dotyka także pozostałych opowieści. Sprawia to, że
Grievous atakuje! swoją rolę może zacząć spełniać jedynie, gdy traktowany jest jako suplement do serialu, rozwijający i tłumaczący to, co dziecko widziało w
Wojnach klonów. Niestety, tak czy inaczej czytając
Grievous atakuje! i tak będziemy musieli mieć do czynienia z rewelacjami pokroju informacji, iż generał droidów (ni stąd ni zowąd) stał się Sithem oraz obcować z pełnym błędów tłumaczeniem Michała Zacharzewskiego – a jak wiadomo słowo raz wydrukowane potrafi się nieść bardzo długo. Oczywiście wszystko to nie oznacza, że pozycja nie jest warta polecenia, jednak odnoszę wrażenie, że należałoby ją sprzedawać w paczce z wydaniem DVD
Wojen klonów.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...