Kolejny Solo na tapetę
Autor:
Grzesiek 'SethBahl' AdachRedakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Po lekturze
Podboju zacząłem się poważnie zastanawiać, o czym jest tak naprawdę
Nowa Era Jedi – o inwazji Yuuzhan na gwiezdnowojenną galaktykę, czy może o członkach klanu Solo... Mieliśmy już książkę w całości poświęconą Hanowi, lwia część
Punktu równowagi skupiała się na Jacenie, teraz zaś na tapecie ląduje Anakin Solo. Na tę chwilę ciężko ocenić, czy to dobrze, czy może niekoniecznie, wrażenie jednak jest... nieco dziwne. Przejdźmy jednak do samej powieści.
Stało się. Po kilku miesiącach "beztroskiego" latania po galaktyce, mniej lub bardziej irytując swoimi działaniami władze Nowej Republiki, rycerze Jedi znaleźli się na celowniku. Po pierwsze społeczności, którą do tej pory się opiekowali (a która to postanowiła przystać na ofertę mistrza wojennego Tsavonga Laha, gdy ten zaproponował pokój po wydaniu w ręce Yuuzhan Vong wszystkich rycerzy Jedi), a także samych Yuuzhan, którzy postanowili odwiedzić Yavin IV, bynajmniej nie w pokojowych zamiarach. Jedi zdają się nie całkiem świadomi zbliżającego się niebezpieczeństwa, może poza kilkoma niezbyt spokojnymi jednostkami, jak Anakin Solo...
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Napisanie dylogii
Ostrza zwycięstwa powierzono Gregowi Keyesowi, dla którego był to debiut w świecie gwiezdnowojennych powieści. Już w tym momencie stwierdzę, że powinniśmy żałować, iż czterdziestopięcioletni autor napisał jedynie trzy starwarsowe powieści.
Jak już wcześniej wspomniałem, centralną postacią książki jest Anakin Solo (jak czytelnicy
Nowej Ery Jedi mieli się wkrótce przekonać – nie bez przyczyny, ale nie uprzedzajmy faktów). Bohater jest zbudowany solidnie. Jego działania i przemyślenia są dobrze uzasadnione i wiarygodne oraz spójne z kreacją tej postaci w innych częściach
Expanded Universe. Więcej – jego ewolucja z lekkomyślnego dzieciaka w dorosłą osobę jest widoczna, choć czasem zbyt drastyczna – na tyle, iż czytelnika dopaść może wrażenie, że Anakin i jego postępowanie są zbyt "dorosłe" jak na szesnastolatka. Z drugiej strony otoczenie ma zazwyczaj na tyle duży wpływ na jednostkę, iż większość owych domniemanych zgrzytów może być szybko wyjaśniona. Bezpośrednim skutkiem takiego skonstruowania książki – bardzo dużo uwagi poświęconej głównemu bohaterowi i jego przeżyciom wewnętrznym – jest jeszcze jedna cecha – nie za wiele w siódmym tomie
NEJ treści okołopolitycznych, sporo natomiast dywagacji na temat Mocy, szczególnie w kontekście mającego miejsce najazdu obcych.
Niestety, oparcie
Podboju o najmłodszego Solo i prakseum na Yavinie IV niemal nieodzownie wiąże się z dołączeniem do powieści sporego wątku z udziałem młodzieży przebywającej we wspomnianym przybytku Jedi, a to z kolei grozi przypominaniem fanom o wątpliwej jakości serii
Młodzi Rycerze Jedi. Mimo wszystko sceny z udziałem młodych padawanów są znośne. Tu i ówdzie znajdą się oczywiście fragmenty emanujące naiwnością (chyba jeszcze nikomu nie udało się z tych motywów całkowicie jej wyeliminować) lub z soczystymi przegięciami w użyciu Mocy, jednak raczej nikt rozpaczać nad nimi nie będzie.
Warto wspomnieć o jeszcze jednym mocnym punkcie powieści – kreacji Yuuzhan Vong. Już sam fakt obecności Yuuzhan przez większą część książki można traktować jako plus (głód informacji o tej rasie jest wciąż nienasycony), jednak to co i w jaki sposób przedstawił Keyes nadaje im nieco nowego wymiaru i swoistej głębi. A co jeszcze ważniejsze – napędzi i urozmaici ich wizerunek w kolejnych tomach.
Podbój napisany jest lekkim, przystępnym językiem, z dużą dawką dobrego, lotnego humoru. Sądząc po pierwszym tomie
Ostrza zwycięstwa Greg Keyes zaaklimatyzował się w uniwersum bez większych problemów, których nie widać również w prowadzeniu tak postaci, jak i samej akcji.
Jeśli chodzi o polskie wydanie książki należy zwrócić uwagę na dwie najważniejsze rzeczy. Pierwsza to bardzo dobra translacja Aleksandry Jagiełowicz. Po tym, co spotkało czytelników w
Punkcie równowagi, poprawa jest zdecydowana. Wątpliwości można mieć jedynie do nazwy niszczyciela Boostera Terrika przetłumaczonej jako "Błędna Wyprawa", co u przyzwyczajonych do "Błędnego Rycerza" może wzbudzić konsternację. Trzeba jednak powiedzieć, że nazwa ta nie jest prosta do przełożenia i ostateczny wynik może różnić się w zależności od tego, na jaki aspekt frazy położymy nacisk. Druga sprawa to fakt, iż Amber zmasakrował książkę totalnie. Na przestrzeni zaledwie 245 stron czytelnicy znajdą chyba każdy możliwy błąd edytorski – od literówek (zarówno braku pojedynczych liter w słowach, jak i tworów typu "ANakin"), przez interpunkcję (w tym braki kropek na końcach zdań), na błędzie w numeracji rozdziałów kończąc. Nie mam pojęcia, co się mogło stać, jednak efekt końcowy sprawia wrażenie książki składanej o trzeciej w nocy, tuż przed oddaniem do drukarni.
Szczerze mówiąc
Podbój aspiruje w moim prywatnym rankingu do jednej z najlepszych pozycji z
Nowej Ery Jedi. Jak na razie seria rozwija się w sposób interesujący, choć różne książki mają w to wrażenie różny wkład. Tom siódmy natomiast zdecydowanie zaciera uczucie niedosytu, jakie pozostawiła część poprzednia.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...