Szaro, zimno i mrocznie
Autor:
Grzesiek 'SethBahl' AdachRedakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Trzeba przyznać, że redaktorzy Egmontu, mimo pewnych niedociągnięć, jakie pojawiały się w poprzednich numerach
Star Wars Komiks, zaskakują znajomością komiksów gwiezdnowojennych i przytomnością umysłu. Ledwo co fani w Stanach Zjednoczonych doczekali się z okazji Halloween osobnego wydania krótkiej historii ze
Star Wars Tales zatytułowanej
Planet of the Dead, a już w listopadowym numerze mogliśmy w Polsce zapoznać się z tą właśnie opowiastką. Mimo iż Halloween, na przekór postępującej globalizacji i amerykanizacji popkultury, wciąż nie może się u nas zakorzenić, jednak zimne, mokre i ponure miesiące końca roku w polskich domach wprowadzają podobny klimat; miło więc zobaczyć adekwatny akcent także w
Star Wars Komiks.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Nie
Planeta umarłych jest jednak główną atrakcją piętnastego numeru czasopisma, a
Lojalność, zaczerpnięta z serii
Republic – komiks smutny i ponury jak listopad. W kilka dni po rzekomej zdradzie rycerzy Jedi, Imperator zebrał oficerów swojej floty na krótki
briefing, mający na celu zapoznanie ich z nową sytuacją w galaktyce. Szybki pokaz siły Dartha Vadera wskazał większości dowódców ich miejsce, lecz sporządzono dodatkowo listę proskrypcyjną, by pozbyć się co bardziej niewygodnych jednostek. Jednemu z oficerów, Sagoro Autemowi, udaje się jednak uniknąć spotkania ze szturmowcami, co dla lorda Vadera jest informacją co najmniej niepocieszającą.
Głównym bohaterem opowieści jest Sagoro Autem, którego losy czytelnicy serii
Republic i
Jedi śledzili już przez dłuższy czas – od porzucenia pracy w Gwardii Senackiej, przez próbę znalezienia sobie miejsca w galaktyce jako najemnik, aż do powrotu na służbę w charakterze republikańskiego oficera. Tym razem jednak Imperium umieszcza go na liście osób zbyt niepewnych, by mogły pozostać przy życiu. Nie da się ukryć, że komiks najbardziej powiązany jest z miniserią
Honor and Duty i jej lektura bardzo pomaga w odbiorze
Lojalności, gdyż powraca kilka kluczowych postaci, jak choćby Isaru Omin, który wcześniej posadził Autema za kratkami czy motyw jego utraconej rodziny. John Ostrander utrzymał komiks w dość mrocznym klimacie. Wrażenie to wzmacniane jest pojawieniem się Imperatora Palpatine'a i Dartha Vadera, siejący postrach na prawo i lewo. Trzeba zaznaczyć, że niektóre dialogi są nieco wymuszone (szczególnie w scenach zebrania dowódców floty), jednak całościowo komiks jest przemyślany. Sporo jest także akcji, jako że pogoń łowców głów za głównym bohaterem, nie pozbawiona nieoczekiwanych zwrotów w przebiegu, stanowi istotną część
Lojalności.
Za warstwę graficzną odpowiada Luke Ross, który wydaje się sporo ze swoich prac bazować na ujęciach filmowych. Z jednej kreska bardzo dobrze oddaje mroczny klimat imperialnego Coruscant jak i całej opowieści, z drugiej zaś – strony czytelnik przechodząc z kadru do kadru ma nieodparte wrażenie, że
"coś takiego już kiedyś widział". Dotyczy to w szczególności Imperatora i Vadera, i o ile z tym drugim wszystko jest w porządku, to myślę, że byłoby lepiej gdyby za podstawę w rysowaniu Palpatine’a Ross obrał sobie "wersję" z
Zemsty Sithów zamiast tej z
Powrotu Jedi – różnica jest niewielka, ale jednak jest. Duże wątpliwości mam też co do wizerunku szturmowców, którzy wyglądają jakby nikt nie pokwapił się by wtajemniczyć Luke'a Rossa w subtelności świata
Gwiezdnych wojen.
Drugą w kolejności historią jest wspomniany "komiks na Halloween", czyli
Planeta umarłych. Fabuła jest prosta, łatwa i przyjemna – Han Solo i Chewbacca zmuszeni są do lądowania na nieznanej im opuszczonej planecie. Gdy postanawiają się rozejrzeć okazuje się, że towarzystwa postanowiła im dotrzymać spora grupa zombiech, przed którą ledwo udaje się Hanowi umknąć. Jak łatwo się domyślić, aby zdobyć potrzebne do dalszej podróży paliwo przemytnik będzie musiał pomóc tubylcom ukrywającym się przed nieumarłymi pobratymcami. Cała opowieść ma raczej prostą i przewidywalną strukturę, co w połączeniu z otoczką tajemnicy i armią zombiaków, czyni ją niemal idealną dla młodszych czytelników. Wskazywały by na to także bardzo uproszczone i niezbyt wysublimowane dialogi. Udało się w nich jednak zawrzeć charakterystyczne cechy filmowych postaci, nie ma więc zgrzytów na tym polu.
Świetnie spisał się Davide Fabbri, którego rysunki, wobec braków w scenariuszu, samotnie kreują mrok i tajemniczość historii; nie można też odmówić im estetyki. Rutyna Fabbriego w tworzeniu gwiezdnowojennych komików także dała znać o sobie czyniąc "Sokoła" oraz filmowych bohaterów rozpoznawalnymi na pierwszy rzut oka, co nie zawsze ma miejsce w komiksach publikowanych w ramach
Star Wars Tales.
Na koniec redaktorzy wydawnictwa Egmont zostawili nam
Fale grozy, opowieść o przygodzie Kita Fisto i Aayli Secury w fabryce klonów na Kamino – komiks, na którym w tym zeszycie zawiodłem się najbardziej. Z początku nic nie zapowiada klapy; pierwszym z charakterystycznych elementów są rysunki Adriany Melo – ładne, zgrabne, ze stonowaną paletą barw. W kolejnych kadrach jest bardzo dużo życia i emocji, a artystka nie ma wielu problemów z bezbłędnym uchwyceniem klimatu
Gwiezdnych wojen. Nawet scenariusz, przyczyna moich negatywnych odczuć na temat
Fal grozy, na pierwszych stronach wskazuje na całkiem przyjemną i ciekawą opowieść detektywistyczną, jednak jest to materiał na dłuższą opowieść, nie krótką historyjkę do
Tales. Szybko okazuje się, że scenarzysta zamiast bawić się nieco fabułą dochodzi do wniosku, że najlepiej będzie, jak już przejdziemy do gwoździa programu, którym zdaje się być "pocałunek" dwójki Jedi. Dołożono do tego nieco akcji, wystrzały blasterów i błyski mieczy, jednak potencjału jest dużo więcej niż zdecydowano się w rzeczywistości wykorzystać.
Mimo wszystko zakup piętnastego numeru
Star Wars Komiks nie jest błędem. Kolejny epizod wyjęty z serii
Republic – ścisłej czołówki starwarsowego komiksu – sympatyczna historia o zombiakach oraz słabe fabularnie, lecz mocne graficznie
Fale grozy są bez wątpienia warte fanowskich 6 złotych. Tym bardziej, że każdy (tak miłośnicy Nowej, jak i Starej Trylogii; zwolennicy używania postaci filmowych oraz ci, którzy preferują autorskie opowieści twórców) znajdzie tu coś dla siebie.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...