Mały zielony przyjaciel nadszedł
Autor:
Grzesiek 'SethBahl' AdachRedakcja: Wojciech 'Wojteq' Popek

Nareszcie. Można tak powiedzieć, gdyż zapowiedzi Egmontu odnośnie przyszłości
Star Wars Komiks pojawiły się kilka miesięcy wcześniej i już od tamtego czasu ciężko było nie patrzeć na serię przez różowe okulary. A przynajmniej na numer grudniowy.
Yoda, któremu poświęcone są niemal wszystkie z 48 stron aktualnego numeru czasopisma to ostatnia część krótkiej serii pt.
Jedi i, moim skromnym zdaniem, jeden z najlepszych gwiezdnowojennych komiksów.
Planeta Thustra do tej pory wierna Republice zamierza przyłączyć się do ruchu separatystycznego. Nie byłoby w tym żadnej tragedii, w końcu w całej galaktyce rozgorzała walka o wiele planet, jednak władca Thustry, król Alaric, jest osobą na tyle poważaną, że wraz z jego światem, z Republiki wystąpi cały sektor. A na to Coruscant pozwolić sobie nie może. By negocjować z królem wysłany zostaje mistrz Yoda…
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Cztery poprzednie zeszyty
Jedi służą jako podpórka dla
Republic opisując zdarzenia, które nie znalazły się w głównej serii.
Yoda jest jednak typowym
one-shotem – aby w pełni cieszyć się historią nie trzeba ani posiadać rozległej wiedzy gwiezdnowojennej, ani czytać kilkudziesięciu innych komiksów.
Niemalże z miejsca widać, iż Jeremy Barlow świetnie orientuje się w temacie i filozofia, którą posługują się Jedi nie jest mu obca, zaś dzięki zaprezentowaniu jej przez małego zielonego mistrza dostajemy niejako wypadkową pomiędzy "wersją" postrzegania Mocy z
prequeli, a tą z Klasycznej Trylogii.
Komiks emanuje wprost wschodnią estetyką, tak pod względem grafiki, jak i przedstawionej historii. Wyraźna egzotyka planety, na jaką wyrusza Yoda, ogólny nastrój i przesłanie zeszytu, czy wreszcie kreacja postaci (z królem Thustry i jego poddanymi na czele), wszystko to tworzy pewną spójną koncepcję. Widać także, że autorzy starają się coś swoją twórczością przekazać (wrażenie jest podobne do tego z
Imperium kontratakuje), a fabuła nie jest zaniedbywana. Bardzo dużo w niej subtelności i delikatnych zabiegów, jednak Barlowowi udaje się nie tylko zainteresować czytelnika, ale i wzruszyć go. Są naturalnie pewne niedociągnięcia w rodzaju niecierpliwego padawana, którego postać jest tak potwornie jednowymiarowa, że z kilometra widać, iż jego zadaniem jest robić za tło dla wiekowego Yody, jednak posmak baśniowej konwencji każe większość z nich wybaczyć.
Kiedyś już próbowano połączyć mangę z
Gwiezdnymi wojnami (
Star Cash, należący do serii
Republic), lecz wtedy efekt okazał się zupełnym nieporozumieniem. Tu co prawda mangi nie ma, ale w zasadzie wystarczy spojrzeć na kilka losowych plansz z
Jedi. Yoda, by odgadnąć, że komiks był rysowany przez Azjatę. Tym razem jednak widać, że wyciągnięto wnioski, a całość wspaniale współgra z wizerunkiem całego uniwersum. Kreska Hoona, artysty odpowiedzialnego za komiks, jest żywym dowodem, że starwarsowy komiks stać na graficzny rozmach i estetykę bez jednoczesnego wkładu weń Jan Duursemy. Widać także, że wielokrotnie korzystano z pomocy komputera przy kreowaniu plansz, jednak efekt jest… fantastyczny. Co prawda przyzwyczajenie się do konwencji zajmuje chwilkę, lecz później widać wyraźnie, iż rysownik, który wykonał również pracę kolorysty, włożył w swoje prace mnóstwo serca. Bardzo dobrze rozplanowano też poszczególne panele, które wspierają fragmenty refleksyjne i nadają dynamizmu w scenach akcji.
I po tym jakże optymistycznym akcencie czytelnika szesnastego numeru
Star Wars Komiks czeka prawdziwy szok. Krótki komiks, jaki zamieszczono po
Yodzie, jest zupełnie czymś z przeciwnego bieguna. Najbardziej w oczy rzuca się oczywiście warstwa graficzna
Przemytniczego splinu – prosta, toporna wręcz, bardzo dobrze zapowiadająca to, czym będzie kilkustronicowa historia, którą "zdobi". Głównymi bohaterami komiksu są Han i Chewbacca, którzy, przyparci do ściany, intensywnie poszukują kolejnego zlecenia. Jak łatwo się domyślić na "scenę" wchodzą kolejne postaci, których zadaniem jest uśpić czujność czytelnika przed zaskakującą i humorystyczną pointą. Zastanawia mnie tylko dlaczego musiano do akurat tego zeszytu dołączyć akurat taki komiks. Naprawdę nie było niczego bardziej cieszącego oko?
"Nic to" jednak, jak mawiał Michał Wołodyjowski. Jak już wspomniałem uważam
Yodę za absolutny numer jeden w serii
Jedi i ścisłą czołówkę gwiezdnowojennych opowieści graficznych. Komiks jest przemyślany, estetyczny i niesie przesłanie, czego często we współczesnej twórczości brakuje. Efekt pracy Barlowa i Hoona jest po prostu rewelacyjny i nie pogniewałbym się gdyby powierzono temu tandemowi więcej pracy przy uniwersum
Star Wars. Na pewno zaś nie będę żałował moich złotówek na komiksy na tym poziomie.
Waszym zdaniem...
Dodaj swoją opinię...