Dawno, dawno temu, gdy większość fanów Star Wars dochodziła do siebie po traumatycznym przeżyciu, jakim był gigantyczny zawód zaserwowany im przez George'a Lucasa pod postacią Mrocznego widma, jeden z nich, montażysta filmowy Mike J. Nichols (początkowo znany jedynie pod pseudonimem 'The Phantom Editor') postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i poprawić to wszystko, za co tak bardzo znienawidzono pierwszą część Sagi. W ten oto sposób powstał The Phantom Edit, najbardziej znany "re-montaż" Mrocznego widma.
Zacznijmy od tego, że większość pracy, jaką wykonał Mike J. Nichols, to skasowanie jego zdaniem niepotrzebnych scen. Sprawia to, że TPE trwa mniej więcej 114 minut, czyli przynajmniej 15 minut krócej niż oryginał. Technicznie rzecz ujmując, montaż jest bardzo profesjonalny i nie licząc jednej sceny, nie można mu nic zarzucić. Zarówno obraz, jak i muzyka nie urywają się nagle i ładnie komponują się z kolejnymi scenami. Za ten element TPE można bez wahania postawić najwyższą ocenę.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Teraz czas na szczegóły, czyli co wycięto z filmu lub skrócono. Pełną listę scen możecie znaleźć na końcu tej niedługiej recenzji (paru może brakować), toteż skoncentruję się tylko na tych najważniejszych. Przede wszystkim w The Phantom Edit zabrakło większości scen z udziałem Jar Jara Binksa i z jego wygłupów pozostało jedynie kilka fragmentów, gdy bierze udział w finałowej bitwie. Ponadto z filmu wycięto całą (!) przeprawę bongo przez jądro Naboo, rozmowę Qui-Gona z Anakinem na temat midichlorianów (w kontekście Zemsty Sithów może to trochę dziwie wyglądać) i okrzyki Anakina w stylu "jupi" lub "ups", dzięki czemu ta postać wydaje się być mniej infantylna.
Czy wszystkie sceny powinny zostać wycięte? Moją odpowiedzią musi być "nie". Odniosłem wrażenie, że autor troszkę się rozpędził w swym dziele przemontowania Mrocznego widma, przez co zabrakło fragmentów, które były albo naprawdę dobre, albo istotne dla fabuły filmu. Do tych dwóch ostatnich kategorii mógłbym wliczyć rozmowę Obi-Wana z Qui-Gonem o Żywej Mocy, sceny z Pałacu Królewskiego Naboo po słowach "To oznacza inwazję", a także wystąpienie Palpatine'a w Senacie, które poprzedzało wejście Amidali. Kilka fragmentów filmu zostało moim zdaniem usuniętych zupełnie niepotrzebnie, tak jak na przykład słowa Obi-Wana "Miałeś rację co do jednego, mistrzu. Negocjacje były krótkie". Niby nie były one ważne z punktu widzenia fabuły, ale sprawiały, że Mroczne widmo oglądało się lepiej. Ich brak jest poważnym minusem TPE.
Mike J. Nichols sporo zmienił na dobre, trochę na złe, ale jest parę momentów, których wykasowanie zakrawa na absurd. Doskonały przykład to usunięcie sceny tuż po lądowaniu królowej Amidali na Naboo. W tej istotnej scenie zamknięty jest poboczny wątek sprzeczki Obi-Wana z Qui-Gonem odnośnie Anakina i gdyby autor postanowił całkowicie zrezygnować z tego tematu (czyli wywalić także fragment z kłótnią tych dwóch Jedi w Świątyni Jedi), wszystko byłoby w porządku. Niestety nie czyni tego i w fabule pozostaje spory zgrzyt. To samo tyczy się także scen z kokpitu myśliwca Naboo. Anakin Skywalker w TPE błyskawicznie odgaduje, który przycisk do czego służy, uruchamia myśliwiec i z zimną krwią rozwala Droideki. Wygląda to tak, jak gdyby gdzieś w międzyczasie mały Ani przeszedł przyspieszony kurs pilotażu... Co więcej, brakuje fragmentu, w którym Anakin zauważa, iż jego myśliwiec leci na autopilocie. Jest to o tyle ważne, że wzmianka o nim pojawia się później i nieświadomy niczego widz może całkiem stracić rozeznanie w sytuacji.
Jaki obraz Epizodu I wyłania się po obejrzeniu The Phantom Edit? Lepszy, z pewnością lepszy. Mroczne widmo zyskuje nieco głębi, postacie są bardziej wiarygodne (aczkolwiek autor "re-montażu" niepotrzebnie spłycił relacje między Qui-Gonem a Obi-Wanem), zaś idiotyczne zachowanie Jar Jara nie irytuje, bo jest go po prostu znacznie, znacznie mniej. Niemniej, jeżeli jednak ktoś uważa, że Mroczne widmo to dobry film, zmiany zaproponowane przez Nicholsa mogą mu się wydać co najmniej nieodpowiednie, jeżeli nie całkiem zbędne. Jakkolwiek kontrowersyjne by one jednak nie były, ze spokojem mogę każdemu polecić The Phantom Edit. Jeśli nie po to, by obejrzeć inną wizję Mrocznego widma, to choćby w celu zapoznania się z najsłynniejszą przemontowaną edycją pierwszej części Gwiezdnej Sagi.